sobota, 11 lipca 2026

Dink Smallwood


Pamiętacie, jak to jest z tą ludzką pamięcią? Ano… jest zawodna. Zostają tylko emocje! Tedy z grą Dink Smallwood mógłbym powiedzieć, jak dzisiejsza młodzież: „zawsze miałem problem”, ale na szczęście jestem już starym dziadem i zamienię to na: „od pierwszych chwil, kiedy przeczytałem o niej wzmiankę lub recenzję, myślałem o niej”. Grę stworzyli ludzie z Robinson Technologies i została wydana w 1998 roku przez Iridon Interactive, chociaż nie wiem, czy w wyrażeniu „stworzyli ludzie” nie znajduje się tylko jeden człowiek. ;>

Kiedy zamknę oczy – pamiętajcie o pamięci i emocjach – widzę, że czytam o niej w jakimś magazynie z dawnych lat, patrzę na skriny i chcę w nią zagrać, ale czuję, że to może być gra „prosta i prostacka”. W tamtym czasie nie zagrałem…


Mijają miliony lat, gdzieś ten Dink siedzi w mojej głowie, dodaję go nawet do biblioteki GOG-a, jest za darmo, a w 2025 roku przeglądam płytki załączone do czasopism o grach komputerowych i trafiam na demko gry. Po zainstalowaniu zrazu pomyślałem, że to nie może być dobra gra, ale przecież Gothic też nie jest, a ma fanów. W czasie tego przeglądania płyt postanawiam zagrać w Dink Smallwood i zakupić grę Hexplore.

Czas teraźniejszy… Ściągnąłem spolszczenie i przeszedłem grę.

Gramy prawie nic nieznaczącym chłopcem – świniopasem, a na końcu krótkiej gry, o ile będziemy mieli cierpliwość, stajemy się bohaterem. Gra jest gatunku „rąbać i ciąć”, w której rozwijamy postać (trzy cechy: siła, obrona, magia) w świecie fantasy widzianym w rzucie izometrycznym. Na początku karmimy świnki, przy pomocy klawiatury chodzimy po wiosce, nagle robi się dramat, nasz bohater komentuje to jednym zdaniem i ruszamy w świat… do ciotki.

Gra jest liniowa, chodzimy od jednego miejsca do drugiego, akcja toczy się na pojedynczych, statycznych ekranach, robimy zadania, rozwijamy postać, zdobywamy skromnie występujące czary i broń, chomikujemy złoto. Prostackie dialogi to jednozdaniowe kwestie, a postacie nie wracają do wcześniejszych, zakończonych wydarzeń… Ogólnie chyba nie ponosimy konsekwencji swoich czynów. Zabijając strażników w wiosce lub drażniąc karczmarza, na całe szczęście dostajemy tylko punkty doświadczenia. Nikt nas później nie ściga…

Gra ma dla mnie trudny do uchwycenia urok, być może chodzi o to, że przypomina stare gry, widzisz piksele ;>. To gra, która niczego nie udaje. Nie próbuje być wielką, poważną opowieścią o ratowaniu świata. Czarny humor, absurdalne dialogi, dziwne sytuacje i bohater, który niespecjalnie przejmuje się tragediami dziejącymi się wokół niego. Wszystko to razem działa zaskakująco dobrze. Wrogowie się odradzają i jeżeli chcesz szybko postukać w klawiaturę, to właśnie jest dobry czas, żeby w nią pograć.

Grę ukończyłem w 15 godzin, ale w pewnym momencie miałem ją chyba odpaloną i poszedłem robić inne rzeczy… Nie wiem, mecz oglądać, pojechałem do Przyjaciół na kilka godzin grać w planszówki.. 


Stary Wujek

Stare Granie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz