Czas teraźniejszy… Ściągnąłem spolszczenie i przeszedłem grę.
Gramy prawie nic nieznaczącym chłopcem – świniopasem, a na końcu krótkiej gry, o ile będziemy mieli cierpliwość, stajemy się bohaterem. Gra jest gatunku „rąbać i ciąć”, w której rozwijamy postać (trzy cechy: siła, obrona, magia) w świecie fantasy widzianym w rzucie izometrycznym. Na początku karmimy świnki, przy pomocy klawiatury chodzimy po wiosce, nagle robi się dramat, nasz bohater komentuje to jednym zdaniem i ruszamy w świat… do ciotki.
Gra jest liniowa, chodzimy od jednego miejsca do drugiego, akcja toczy się na pojedynczych, statycznych ekranach, robimy zadania, rozwijamy postać, zdobywamy skromnie występujące czary i broń, chomikujemy złoto. Prostackie dialogi to jednozdaniowe kwestie, a postacie nie wracają do wcześniejszych, zakończonych wydarzeń… Ogólnie chyba nie ponosimy konsekwencji swoich czynów. Zabijając strażników w wiosce lub drażniąc karczmarza, na całe szczęście dostajemy tylko punkty doświadczenia. Nikt nas później nie ściga…
Gra ma dla mnie trudny do uchwycenia urok, być może chodzi o to, że przypomina stare gry, widzisz piksele ;>. To gra, która niczego nie udaje. Nie próbuje być wielką, poważną opowieścią o ratowaniu świata. Czarny humor, absurdalne dialogi, dziwne sytuacje i bohater, który niespecjalnie przejmuje się tragediami dziejącymi się wokół niego. Wszystko to razem działa zaskakująco dobrze. Wrogowie się odradzają i jeżeli chcesz szybko postukać w klawiaturę, to właśnie jest dobry czas, żeby w nią pograć.
Grę ukończyłem w 15 godzin, ale w pewnym momencie miałem ją chyba odpaloną i poszedłem robić inne rzeczy… Nie wiem, mecz oglądać, pojechałem do Przyjaciół na kilka godzin grać w planszówki..




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz