"Simsy" nie jest serią gier, w którą grałem jakoś ogromnie
długo. Czas, jaki spędziłem przy każdej odsłonie,
własnoręcznie sterując „ludzikiem” nie przekracza godziny!
Ale! Byłem aktywnym obserwatorem części pierwszej i… później
części drugiej.
W pierwsze Simsy grałem z moim kumplem Bartem… dawno temu.
Gra wyszła w 2002 roku! Minęło od tego czasu 13 lat.
Wydaje się, że nigdy nie chodziło nam w grze o stworzenie naszemu
simowi odpowiednich warunków do życia. Prawie za każdym razem uprzykrzaliśmy mu
normalny rozwój. Mało tego, staraliśmy się, żeby nasz bohater był skończonym
idiotą! Do tej pory pamiętam jak wykreowaliśmy simsa brudasa, który ostatecznie
zmarł po zajęciu się ogniem z grilla. (Sims był wzorowany na prawdziwym człowieku, naszym wspólnym koledze :) )
Była noc, gorąco, wakacje, okna i balkon otwarte. Na całym osiedlu
cisza, w domach u nikogo nie świeci się światło, tylko my tłukliśmy w gry… Nasz
sims robił sobie jedzonko i nagle zaczął się palić. Nasza radość była
spontaniczna i ogromnie głośna. Ryczeliśmy ze szczęścia jak przygłupy, których
teraz tak łatwo można spotkać na każdej ulicy. Na samym końcu, kiedy gra zakończyła się,
pogratulowaliśmy sobie i uścisnęliśmy dłonie. To są miłe wspomnienia. :)
Drugą część obserwowałem kiedy przebywałem w odwiedzinach u rodziny
mojej żony. W grę cięła młoda dama, która na poważnie podchodziła do rozgrywki
i przywiązywała wagę do każdego
szczegółu. Miała chyba wszystkie dodatki do tej części!
A teraz, kiedy przechodzę obok jej bloku, wspomnienia wracają.
Mam ochotę odpalić grę u siebie na kompie i… Nie wiem co??!? Ale coś czuję, że mam
ochotę pograć na poważnie… Tylko pograć w te stare części, czy może nową?
O rety, pierwsze Simsy, to był istny fenomen na naszym osiedlu. :) I mnie nie ominęła ta pierwsza Simsomania...
OdpowiedzUsuń