To nie będzie długi wpis.
Jak wiecie, nie interesuję się nowymi grami. Na początku, o Zaginięciu Ethana Cartera wiedziałem tylko tyle, że wykorzystano w nim technikę fotogrametrii. Twórcy ponoć biegali z aparatem fotograficznym i robili kamykowi tysiące zdjęć z różnych stron, żeby umieścić go grze. I ten wirtualny kamień miał wyglądać realistycznie. To spowodowało, że pomyślałem, że gra mi nie pójdzie.
Drugą sprawą, która niejako zainteresowała mnie bardziej, to sam tytuł. Dla kogoś takiego jak ja (poprawiam krawat i przyjmuje skromną minę) od razu skojarzył się Mitologią Cthulhu.
