Duke Nukem 3D był grą, w którą ogromnie uwielbiałem grać i
spędziłem z nią wiele czasu. Jednak w pewnym momencie wydarzyło się „coś” co
sprawiło, że stała się dla mnie obojętna i wszystkie miłe wspomnienia wymazałem
z pamięci. Ale o tym fakcie wspomnę na końcu opowiastki.
Początek gry, kiedy wystrzelony pocisk wybucha za logiem
DN3d… to coś wspaniałego! Gra wydawała mi się wówczas ogromnie plastyczna. Mam
na myśli to, że wchodziliśmy „we wzajemne oddziaływanie” (interakcja) z różnymi
przedmiotami. Mogliśmy strzelać w gaśnice, beczki, które wybuchając niszczyły
ściany i przedmioty, przeglądać się w lustrze, burzyć budynek, odsuwać kotary w
kinie i oglądać film… a w czasie wymiany ognia w barze, od pocisków
rozpryskiwały się kieliszki i butelki. Można było oddawać się również
czynności, która nazywa się mikcja. Takich rzeczy wcześniej proszę państwa nie
było!