wtorek, 23 lutego 2016

Nicky Boom - moja pierwsza gra?



Z moim przyjacielem Bartem, spędziłem między innymi na graniu w gry komputerowe bardzo wiele czasu. Przez kilkanaście lat przeszliśmy wspólnie lub osobno dużo gier. O większości wymienialiśmy swoje poglądy… ale nie mam pojęcia dlaczego po zamknięciu oczu widzę grę Nicky Boom??!? Być może była to pierwsza gra, którą pokazał mi na swoim starym 386… kolorowa grafika (brzydka, lepszą miałem na Pegasusie ;> ) i dalej wspomnienia -  ciężka toporna klawiatura, monitor… dziwny dźwięk wydobywający się ze „stacji dysków”?…  Bardzo ciekawe!??!?

Czy była to moja pierwsza gra, w którą zagrałem na PC? Nie wiem. Może się mylę i nigdy w to nie grałem?… Ale gdy zamykam oczy i przywołuję wspomnienia, to widzę wyraźnie „Coś” podobnego… Drabinki, kolorowe (zielone) drzewka, postać przypominająca Krasnoludka… i złote pierścienie - kółka, które się zbiera. Właśnie one nie dają mi spokoju. W Nicki Boom ich nie ma.



Ech… Już nigdy sobie nie przypomnę jaka była moja pierwsza gra na PC. Bart również nie pamięta. Rok temu rozmawialiśmy o tym…


Drugą grą był za to „Mortal Kombat”, ale to już inna historia :D 

poniedziałek, 22 lutego 2016

Su-27 Flanker - piwniczne znalezisko


W jednym z poprzednich wpisów omawiałem wspomnienia z gry Su-27 Flanker. Napisałem, że nigdy nie wystrzeliłem rakiety i żeby temu zaradzić, wydrukowałem klawiszologię z pliku tekstowego.  Niestety… nawet to nie pomogło. (Jestem noooobem!)

Jak widzicie na zdjęciu, znalazłem tych kilka stron, w odmętach zakurzonej piwnicy, którą musiałem ostatnio sprzątać. 

Gry już nie mam, znajdowała się na oryginalnej ;) ruskiej płytce, kupionej na targu w Kozim Grodzie! 

Czy… powinienem podjąć się wyzwania i teraz! po 20 latach od wydania gry, podjąć próbę zniszczenia wrogiego samolotu rakietą? A może Wy mi pomożecie i powiecie jak do cholery się to robi?

Jestem pogodzony ze swoim losem… 



niedziela, 13 grudnia 2015

Corridor 7: Alien Invasion

Przedstawię Wam historię o grze, w którą nigdy nie grałem… Jednak cała sytuacja, której byłem świadkiem ciągle mnie bawi, pomimo tego, że minęło od tamtej pory sporo lat. Tekst poniżej opublikowałem na swoim innym blogu ;) 

"Kiedy StaryWujek i StaryBart spotykają się ze sobą, prawie za każdym razem przytaczają pewną historyjkę, do której doszło, kiedy gwiazdy były jeszcze młode...

Trzeba Wam wiedzieć (i żeby sprawiedliwości stało się zadość) to StaryWujek miał swego czasu bardzo dobrego kolegę. Poznał go w zerówce, a ich drogi rozeszły się tuż po zrobieniu matury (czyli... już bardzo  dawno temu) Kolega ten miał brata, o którym często opowiadał i który był dla niego w pewnym sensie jakimś wzorem... obiektem zazdrości... oraz jakby nie patrzeć - dumy. A to wszystko było spowodowane faktem, że ten brat posiadał komputer PC z mnóstwem gier! (kolo 1995 roku to była ważna cecha) W pewnym momencie StaryWujek i jego kolega postanowili zapoznać tego brata ze StarymBartem... i tu zaczyna się niesamowita przygoda ;> krotka... ale warta ciągłego wspominania o niej - bez opcji znudzenia się nią.

Któregoś razu, kolega ze swoim bratem zapukali do drzwi mieszkania StaregoBarta, który na wizytę był  przygotowany... i otworzył im bez ociągania się. Bez "zbędnego" zapoznawania się, brat kolegi powiedział do StaregoBarta: "Cześć, mam fajną grę, ale Ci nie dam" Rozumiecie...!!!!???!??  "Cześć, mam fajną grę, ale Ci nie dam"... "Cześć, mam fajną grę, ale Ci nie dam"... Do powitania wyciągnął swoją rękę, ale zrobił to jakoś tak... strasznie dziwnie... wywinął ją pod takim kątem, że trudno słowami to opisać...

Stary Bart zastanowił się na spokojnie nad tym - jakże oryginalnym powitaniem, ale bardziej zastanawiało go, jaką to "fajną grę" ma ten nowo poznany jegomość... (gdyż Bart jest graczem komputerowym... i nie interesowała go osoba... tylko gra!)  Okazało się, że tą grą jest Corridor 7: Alien Invasion.


...

Taaak...

...Corridor 7... było rzeczywiście ""fajną grą"" ale już nie dla nas...  Ogólnie sama osoba Brata Kolegi  wydała nam się karykaturalna i dosyć osobliwa... i dlatego został on przez nas nazwany, uważajcie... Emil Put. I tak do tej pory, ten człowiek jest określany przez nas jako Emil Put... Emil... Put! - czysta finezja jest w tym określeniu.  



Jak sami możecie się domyślić, ta znajomość nie trwała długo.  Kolega StaregoWujka wyczuł, że jest coś nie tak z jego bratem "Emilem". W tym momencie wydaje nam się, że... skruszył się dla niego pomnik jego brata - jako postaci posągowej... Kolega zaczął nam opowiadać różne rzeczy z życia Emila, tym samym chcąc zmyć wstyd jakim się okrył zapoznając go z nami. Powiedział nam między innymi. "On... nie otwiera okna kiedy dyskietki leżą nie schowane w biurku, bo boi się, żeby się nie zawirusowały"...  I niech ta jedna informacja Wam starczy... jakimże dziwadłem był ten Emil Put...??!?...  a podobnych informacji uzyskaliśmy wiele, ale przez skromność ich nie przytaczamy.

"Cześć, mam fajną grę, ale Ci nie dam"



Taka to wyglądało! :) 

niedziela, 15 listopada 2015

Broken Sword IV - The Angel of Death



Broken Sword 4. Podtytuł gry Anioł Śmierci! Moja ulubiona seria wraca w nowej odsłonie! Hurrra! Tak entuzjastycznie wówczas myślałem o tym tytule, chociaż w pamięci miałem jak… dziwnie grało mi się w część trzecią.

No ale zaczynamy… 
I pierwsze co widzę to... że "mało ciekawy" zrobił się z wyglądu główny bohater  - George. Mało ciekawy może zastąpię wyrażeniem „z dupy”. Co to ma być? Dlaczego on tak wygląda? Później okazało się dlaczego! Głos podkładał pod tę postać aktor Szyc. Nie lubię tego gościa, jest beznadziejny!




Dalej… Cóż to za blondyna? Czyżby Nicko nie była już ciekawa? ;> Ale dajmy szansę historii…


Mamy rok 2015 i nic nie pamiętam z rozgrywki. Włączę sobie filmy na Yt. (Teraz tak się zastanawiam, czy Broken Sword to moja ulubiona seria? Gram teraz w 5, grałem w 2,5… Sam nie wiem ;> )




Obejrzałem! Szybko, w skrótach, przewijałem… Jedynym fajnym momentem jest hakowanie. Podczas przeglądania filmów przypominałem sobie lokacje i zagadki, ale żaden mięsień mi na twarzy nie drgnął. Tak czułem ;>




Samo zakończenie gry… Szkoda gadać! Nudy!



Ale gra zainspirowała mnie do wpisu na moim blogu :D Było to 13.06.2009 roku ;>




piątek, 23 października 2015

The Sims 1 i 2

"Simsy" nie jest serią gier, w którą grałem jakoś ogromnie długo. Czas,  jaki spędziłem przy każdej odsłonie, własnoręcznie sterując „ludzikiem” nie przekracza godziny!

Ale! Byłem aktywnym obserwatorem części pierwszej i… później części drugiej.

W pierwsze Simsy grałem z moim kumplem Bartem… dawno temu. Gra wyszła w 2002 roku! Minęło od tego czasu 13 lat.



Wydaje się, że nigdy nie chodziło nam w grze o stworzenie naszemu simowi odpowiednich warunków do życia. Prawie za każdym razem uprzykrzaliśmy mu normalny rozwój. Mało tego, staraliśmy się, żeby nasz bohater był skończonym idiotą! Do tej pory pamiętam jak wykreowaliśmy simsa brudasa, który ostatecznie zmarł po zajęciu się ogniem z grilla. (Sims był wzorowany na prawdziwym człowieku, naszym wspólnym koledze :) )

Była noc, gorąco, wakacje, okna i balkon otwarte. Na całym osiedlu cisza, w domach u nikogo nie świeci się światło, tylko my tłukliśmy w gry… Nasz sims robił sobie jedzonko i nagle zaczął się palić. Nasza radość była spontaniczna i ogromnie głośna. Ryczeliśmy ze szczęścia jak przygłupy, których teraz tak łatwo można spotkać na każdej ulicy. Na samym końcu, kiedy gra zakończyła się, pogratulowaliśmy sobie i uścisnęliśmy dłonie. To są miłe wspomnienia. :) 



Drugą część obserwowałem kiedy przebywałem w odwiedzinach u rodziny mojej żony. W grę cięła młoda dama, która na poważnie podchodziła do rozgrywki i  przywiązywała wagę do każdego szczegółu. Miała chyba wszystkie dodatki do tej części!


A teraz, kiedy przechodzę obok jej bloku, wspomnienia wracają. Mam ochotę odpalić grę u siebie na kompie i… Nie wiem co??!? Ale coś czuję, że mam ochotę pograć na poważnie…  Tylko pograć w te stare części, czy może nową? 


czwartek, 18 czerwca 2015

Broken Sword III: The Sleeping Dragon

W tym momencie jestem po kilku dużych kubkach słodkiego wina i mogę jasno nie myśleć.  Jednak jestem pewny, że na III część gry z serii Broken Sword czekałem z wielką niecierpliwością.




Moje gorące emocje ostudziły wymagania gry, gdyż do jej uruchomienia potrzeba było karty graficznej z jakimś bajerem… którego w mojej wówczas nie miałem.

(Gra uruchamiała się tylko na wybranych kartach jakiejś firmy, niestety nie pamiętam której… chyba, że chodziło o coś innego. Dzisiaj nie jestem w stanie sobie przypomnieć tego motywu.)



W domu w kompie nie miałem tej odpowiedniej karty, jednak gra chodziła u mojej narzeczonej, która jest teraz moją żoną ;> (Nie! Nie zdecydował lepszy komp… a może? ;>)

Gra przeniesiona do 3D, obsługa wyłącznie klawiaturą, rozwiązywanie standardowych „przygodówkowych” zagadek plus przesuwanie skrzynek, skakanie po platformach … A całość przypomina Tomb Raidera.



Przesuwanie skrzynek… coś, czego nigdy nie lubiłem w grach! I to w mojej grze!!!! Do tej pory jestem zły…

Grę przeszedłem raz! Nigdy do niej również nie wracałem… Praktycznie nic nie pamiętam! (Teraz rzucę okiem na skriny i filmy na yt)



George przypomina Indianę Jonesa… Nico w spodniach, których nie lubię u prawdziwych dziewczyn! ;> Cholera!!!

Fajnie to wygląda teraz. Ale do tej pory, do tego wpisu!!! wydawało mi się, że gra jest taka sobie, nudna.



I już wiem dlaczego tak myślałem. Nie grałem w nią u siebie w domu i nie mogłem się skupić. Byłem u swojej dziewczyny i starałem się przejść grę bardzo szybko. Mogę teraz żałować, ale z perspektywy czasu… Cóż… ;>


Przygodówka z wielką akcją w tle,  na końcu której spotykamy pewnego smoka. 

sobota, 6 czerwca 2015

Broken Sword II: The Smoking Mirror



Broken Sword 2: The Smoking Mirror, ukazał się w rok po części pierwszej. (Jeżeli nie wiecie, w którym wyszła jedynka, to śpieszę i wyjaśniam... że było to w 1996 roku) 

Na samym początku zagrałem w demo gry, w którym musieliśmy rozwiązać klika zagadek w lokacji "Doki" Wiecie? Przystań, statki... ;> Doki! (plus wieczór... stróż, pies stróża, szum wody,... :) ) 



Byłem oczarowany tym demkiem... Nie tylko ja, moi sympatyczni koledzy również. Demo przeszedłem kilka razy i z niecierpliwością czekałem na pełną wersję gry. Oto znowu mogłem się wcielić w Georga Stobbarta!!!   



Ta gra, jak się później okaże, jako jedyna z serii nie miała w swojej fabule tajemniczych zagadek i intryg związanych z Templariuszami. Pojawili się za to starożytni Majowie...


(nie mam pojęcia z jakiej platformy ten skrin)


Pierwsza lokacja, dom, z którego trzeba się uwolnić... bardzo fajna sprawa. Później zagadki również są ciekawe, jednak to nie to samo co poprzednia część gry. Dwójkę przeszedłem kilka razy. Bardzo dobrze, bo 6 lat później pojawia się część trzecia, która... ech! 




Ale! W pewnym momencie, jeżeli ktoś wie gdzie i kiedy kliknąć, Nico zdejmuje bluzkę i pokazuje cycuszki... Brawo! (Nie, nie podniecam się pikselowymi dziewczynkami)  :D