niedziela, 27 marca 2016

Secret Service

Ten wpis ukazał się na 26.06.2014 na moim innym blogu - Tutaj.






Wpis, o mojej ulubionej gazecie o grach komputerowych, miał wyglądać zupełnie inaczej niż ten, który teraz właśnie czytacie. Ale stało się wreszcie to o czym marzyłem od dawna. Secret Service powraca! Dziękuję mojemu staremu Przyjacielowi Kubańczykowi, że pomyślał o mnie i wysłał mi linka do tej nowiny!  Dziękuję Bracie! 


Już jakiś czas temu specjalnie na potrzeby wpisu zrobiłem zdjęcie kioskowi, w którym za każdym razem kupowałem Secret Service kiedy byłem młodym chłopcem. Moim pierwszym numerem, który kupiłem był numer 31 z 1996 roku, z Czarodziejką z Księżyca na okładce... Ale wcześniejsze numery również znałem, gdyż czytałem je u znanego już Wam z wcześniejszych wpisów Barta. Wspólnie z bratem Mateuszem kupowali tę gazetę i czytali ją od deski do deski... a później dawali ją mi! "Od deski do deski"!!! To pożyczanie gazety trwało długo... wydaje mi się, że od 5 numeru do 31 właśnie... czyli około 3 lat!

... I szło się do kiosku i patrzyło przez szybę czy już jest nowy numer - "gruby i czerwony"!... Nigdy nie wiedzieliśmy dokładnie kiedy on będzie, to się pod ten kiosk przychodziło przez kilka dni. A w empikach zawsze był wcześniej... Kubańczyk zawsze miał go pierwszy! 

Secret Service... ostatni numer 95 wyszedł w 2001, a ja przez ten cały czas marzyłem o tym, że kiedyś znowu powróci. Pewnie mi nie uwierzycie, a jeżeli tak, to uznacie mnie może za jakiegoś  zboczeńca, ale śniło mi się kilka razy, że idę do kiosku i go widzę i kupuję!!!  Ale ja się temu nie dziwię. Tak jak wspomniałem, była to gazeta, którą czytałem od deski do deski, a kiedy wybierałem się gdzieś w podróż, to oprócz książki zabierałem ze sobą zawsze najnowszy numer. 


Secret Service to również 4 odsłony Kompendium Wiedzy, Animegaido (czasopismo dla fanów mangi i anime) oraz Neo (czasopismo o konsolach i grach na nie)

Hmm... Secret Service kreował pewne zachowania graczy... Wprowadzał słowa, które używa do tej pory większość moich starszych Sióstr i Braci w Grach Komputerowych. "Miodność"... gry komputerowej!!! Ludzie, którzy tworzyli Secret Service, to była moja rodzina!!! Z Kubańczykiem któregoś razu wybraliśmy się do Warszawy na konwent, który zorganizowali. Musieliśmy zobaczyć na żywo tych ludzi Ech! Natomiast z Bartem lubiliśmy bawić się w grę, w której mówiliśmy numer gazety i przypominaliśmy sobie co było na jej okładce i w "środku"... "Tak było"!   Naszą miłość do SS wyraziliśmy również na ścianach naszej piwnicy (zobaczcie zdjęcia)  (Wspominam również Elektroniczny magazyn SS-NG, który tworzyli czytelnicy gazety! Szacunek!)

Uwaga! To właśnie w Secret Service pierwszy raz usłyszałem o Cthulhu!!!  ^(;,;)^

Chociaż... jeszcze nie widziałem nowego wydania gazety (Minęło 13 lat!) ... nie miałem jej w rękach, nie wąchałem jej papieru! To... jaka by nie była i tak będę ją kupować! Secret Service Rulez!



Hahaha... mówię do Starej Cioci. "Moja gazeta wraca!" Odpowiedziała mi: "To sobie zaprenumerujesz"!!!!! Zaprenumerować czy śmigać do kiosku osobiście? Oto jest pytanie! 



 Mój film o moich gazetach ;> 




W tym miejscu oryginalny wpis się kończył. Po pierwszym numerze mój szósty zmysł podpowiedział,  że wyjdzie jeszcze tylko jeden numer... I po raz kolejny się nie pomylił... Już nie czekam na SS, a Pixela kupuję, ale od 4 numeru już nie czytam. 








poniedziałek, 14 marca 2016

Tibia



O tej wspaniałej grze, jaką jest (ja pierdykam) bez wątpienia Tibia, można pisać całe księgi ze wspomnieniami. 

Minęło już kilka dobrych lat, kiedy ostatnio z Bartem „na poważnie” podejmowaliśmy heroiczne przygody w tym wspaniałym świecie!

Nie pamiętam kto pokazał mi tę grę. Kiedy o tym myślę, gdzieś w głębi głowy, w koszmarnych czeluściach zapomnianych wspomnień, tli się nikła, bluźniercza iskierka, że to być może ja ją pokazałem znajomym… i zaraziliśmy się! Zostawmy jednak tę kwestię!

Graliśmy wszyscy! Wszyyyscy! Było nas… z 6 osób! Wspaniała Drużyna! 

(Właśnie staram się zalogować na stronę… i moich postaci już nie ma! Zaraza! Zostały tylko zrzuty ekranu i film na yt… To takie przykre!) ;>


Dobrze! 

Moją pierwszą postacią był Cthuga! Miał białe włosy i buty oraz czarne ubranko! Stylizacja na wiedźmina – metala! Szybko* dobrnąłem do 8 poziomu i wyszedłem w okolice miasta Venore! Tam czekałem na moich Przyjaciół i kiedy przyszli do mnie, rozdałem im lepsze mieczydła i zbroje, które specjalnie dla nich zbierałem. To była piękna współpraca! Chodziliśmy po okolicy tłukąc potwory… orki, trolle i … (już nie pamiętam)

*(Zaraz!… wcale szybko tak nie było! :D Pamiętam ciągłe… „rope me”, „rope me”, „rope me” – Nie miałem liny… Musiałem “po noobiemu” prosić o pomoc. Również pochodnie były towarem debetowym ;) Na początku nie potrafiłem ich kupować i chyba nie umiałem zbierać pieniędzy???!?

Na Rooku poznałem Amita – mieszkał w Izraelu. Pozdrawiam! ;> To mój jedyny kolega tego „typu” ;>)

Koło Venore było kilka miejscówek do expienia… Pamiętam je kiedy zamknę oczy! Ale nie mogę przypomnieć ich dokładnej lokalizacji. To była… lokacja z orkami… zielonymi trollami??!? I Minotaury…  zamknięty pokój z ghulem i teleportem… A nie! To na wyspie początkowej – Rookgaardzie! ;>  Czyli mało co pamiętam jednak ;>  


Po zabawie w Venore przeprowadziliśmy się do Ab' Dendriel. To była wielka wyprawa! Gromadziliśmy zapasy jedzenia i inne potrzebne przedmioty specjalnie na tę podróż! 

Podczas pobytu w tym mieście stałem się posiadaczem Warhammera…  Całą drużyną chodziliśmy wszędzie! No może… nie wszędzie, ale tam gdzie się dało ;>! Często raczej uciekaliśmy przed mocnymi wrogami :D 

Mój Przyjaciel Arek – w grze Flapjack – wpadł któregoś razu na pustyni do jakiejś dziury. Musiał czekać na restart serwera bo nie umiał z niej wyjść :D Każda próba - jak mówił - "Skończyłaby się śmiercią :D Były tam mocne Potwory ;>  

Kolejny etap to granie z Bartem na Rookgaardzie i bycie RookStalkerem :D Oooo… Piękne czasy! :D I chyba najciekawsze wspomnienia!

Bart nazywał się – uwaga! Hhahahahahahaha – Perła Chmielowa, a ja Goolman Strong! Mieliśmy długie szaty i białe brody… przypominaliśmy kufle piwa! Hahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahaha – Tak! Śmieje się do… i z siebie! :D Bart miał również postać – Perła Mocna! :D 

Nie pamiętam naszych poziomów… Nie mieliśmy 100 jak… Nuwbie??!?… Ten koleś był legendą! Wbił 100 poziom na Rooku i przestał grać! A po jakimś czasie wrócił i kontynuował grę… osiągał nowe, wysokie poziomy! Z Bartem skwitowaliśmy to tak:

„Wszystko ładnie… Ale nie powinien tak robić. Jest jak nowa Metallica, czyli do dupy” :D Meta nagrała wtedy album St.Anger :D ;> Padaka! 



Kiedy osiągnęliśmy 30 poziom postanowiliśmy być strasznymi skurczybykami! Blokowaliśmy graczy z mniejszymi poziomami! Jak to wyglądało? Ano… zachęcaliśmy ich, że im pomożemy w nabijaniu poziomów.  Szliśmy do jakiegoś miejsca w podziemiach, z którego jedynym wyjściem była drabina i napuszczaliśmy na nasze ofiary Potworzaki! Zdesperowani gracze chcieli uciekać, kiedy dostali kilka ciosów, a ich pasek życia stał się czerwony… Ale my robiliśmy wszystko żeby im się ten odwrót (na z góry upatrzone pozycję) nie udał  :D Potwory dopadały takich graczy… a MY!... 

A MY SIĘ SMIALISMY! O tak o: HAHAHAHAHAHA NOOOOB HAHAHAHAHA ;> 

Konający gracz krzyczał błagalnie: „Foooood pls”

A MY: HAHAHAHAHAAHAHAHA NO! ! !

W taki sposób bawiliśmy się kilka miesięcy! Padło przy nas wielu graczy! Do tej pory jestem z tego dumny! 

Zobaczcie sobie filmik:


Taka jeszcze ciekawostka: Szedłem sobie któregoś razu po mieście! (To już w realu) i złapałem się na tym, że myślę po angielsku… W Tibii pisało się cały czas w tym nieludzkim języku ;)


czwartek, 10 marca 2016

Sharks, oh no!

Mój Przyjaciel Bart, jeden z Bohaterów tego bloga, z którym zaliczyliśmy wspólnie... ;)  wiele ;)… gier, stworzył,  ze swoimi przyjaciółmi swoją produkcję!!!! ;) Ha! 


Nazwa gry: Sharks, oh no!





Opis: 
„To proste - musisz jak najdłużej utrzymać się na szczycie góry lodowej. Za proste? Nie do końca. Zainstaluj i przekonaj się na własnej skórze. Jak długo będziesz w stanie unikać kontaktu z wodą?
- utrzymuj się na górze, by zdobyć jak najwięcej punktów
- odblokuj 15 unikalnych postaci
- graj na 3 różnych poziomach trudności
- rywalizuj z innymi graczami o miejsce w światowym rankingu
- odrębne rankingi dla poszczególnych poziomów trudności - bądź najlepszy w każdym z nich”  

Opis mój: 
„Przekonaj się osobiście, czy uda Ci się uniknąć zagłady w paszczy osobnika z rekiniego rodu! Utrzymuj się na zatopionym szczycie Gór Szaleństwa!”

Linki:




Ależ mnie wciągnęła gra… Zabiera dużo czasu… jeszcze chwilka! Muszę jeszcze wytrzymać kilka sekund dłużej! Chwilunia! Więcej sekund!!!!!! Boże! Skała! Noga! Woda! Zęby!!!





piątek, 26 lutego 2016

Assassin’s Creed

Pierwszy Assassin’s Creed wyszedł na PC w 2007. Czyli na wspomnienia moje, jest to stosunkowo świeża gra. Ale nic to! 
Pamiętam doskonale, jak z Bartem siedzieliśmy u niego w domu i oglądaliśmy kanał Hyper. Do znudzenia pokazywano w nim reklamę tej gry. (Ale najwięcej razy pokazano tam chyba reklamę gry Dungeon Keeper 2)

Assasin’s Creed kojarzony jest również panią (znalazłem nazwisko po kilku minutach klikania w necie) Jade Raymond, która pięknie prezentowała grę na pokazach. Nie było chyba nikogo… oprócz nas, którzy się nią nie podniecali! My wolimy grać w gry, a nie tam… dziewczyny! Ble! ;> 

Ileż ona się na tych pokazach nauśmiechała… 

I uważajcie teraz. Macie tutaj film, tak zwany Let’s play z naszej rozgrywki:



… i to tyle jeżeli chodzi o tę grę. Na żywo tylko to widziałem, a sam w nią nie grałem ;> I chyba mi się nie chce grać w żadną część tej serii. Dziękuję! :D 

Ale dlaczego? - zapytacie? 

Chyba obrzydziły mi tę grę, reklamy w Hyperze ;> 


A pani Raymond wygląda tak :) 




wtorek, 23 lutego 2016

Nicky Boom - moja pierwsza gra?



Z moim przyjacielem Bartem, spędziłem między innymi na graniu w gry komputerowe bardzo wiele czasu. Przez kilkanaście lat przeszliśmy wspólnie lub osobno dużo gier. O większości wymienialiśmy swoje poglądy… ale nie mam pojęcia dlaczego po zamknięciu oczu widzę grę Nicky Boom??!? Być może była to pierwsza gra, którą pokazał mi na swoim starym 386… kolorowa grafika (brzydka, lepszą miałem na Pegasusie ;> ) i dalej wspomnienia -  ciężka toporna klawiatura, monitor… dziwny dźwięk wydobywający się ze „stacji dysków”?…  Bardzo ciekawe!??!?

Czy była to moja pierwsza gra, w którą zagrałem na PC? Nie wiem. Może się mylę i nigdy w to nie grałem?… Ale gdy zamykam oczy i przywołuję wspomnienia, to widzę wyraźnie „Coś” podobnego… Drabinki, kolorowe (zielone) drzewka, postać przypominająca Krasnoludka… i złote pierścienie - kółka, które się zbiera. Właśnie one nie dają mi spokoju. W Nicki Boom ich nie ma.



Ech… Już nigdy sobie nie przypomnę jaka była moja pierwsza gra na PC. Bart również nie pamięta. Rok temu rozmawialiśmy o tym…


Drugą grą był za to „Mortal Kombat”, ale to już inna historia :D 

poniedziałek, 22 lutego 2016

Su-27 Flanker - piwniczne znalezisko


W jednym z poprzednich wpisów omawiałem wspomnienia z gry Su-27 Flanker. Napisałem, że nigdy nie wystrzeliłem rakiety i żeby temu zaradzić, wydrukowałem klawiszologię z pliku tekstowego.  Niestety… nawet to nie pomogło. (Jestem noooobem!)

Jak widzicie na zdjęciu, znalazłem tych kilka stron, w odmętach zakurzonej piwnicy, którą musiałem ostatnio sprzątać. 

Gry już nie mam, znajdowała się na oryginalnej ;) ruskiej płytce, kupionej na targu w Kozim Grodzie! 

Czy… powinienem podjąć się wyzwania i teraz! po 20 latach od wydania gry, podjąć próbę zniszczenia wrogiego samolotu rakietą? A może Wy mi pomożecie i powiecie jak do cholery się to robi?

Jestem pogodzony ze swoim losem… 



niedziela, 13 grudnia 2015

Corridor 7: Alien Invasion

Przedstawię Wam historię o grze, w którą nigdy nie grałem… Jednak cała sytuacja, której byłem świadkiem ciągle mnie bawi, pomimo tego, że minęło od tamtej pory sporo lat. Tekst poniżej opublikowałem na swoim innym blogu ;) 

"Kiedy StaryWujek i StaryBart spotykają się ze sobą, prawie za każdym razem przytaczają pewną historyjkę, do której doszło, kiedy gwiazdy były jeszcze młode...

Trzeba Wam wiedzieć (i żeby sprawiedliwości stało się zadość) to StaryWujek miał swego czasu bardzo dobrego kolegę. Poznał go w zerówce, a ich drogi rozeszły się tuż po zrobieniu matury (czyli... już bardzo  dawno temu) Kolega ten miał brata, o którym często opowiadał i który był dla niego w pewnym sensie jakimś wzorem... obiektem zazdrości... oraz jakby nie patrzeć - dumy. A to wszystko było spowodowane faktem, że ten brat posiadał komputer PC z mnóstwem gier! (kolo 1995 roku to była ważna cecha) W pewnym momencie StaryWujek i jego kolega postanowili zapoznać tego brata ze StarymBartem... i tu zaczyna się niesamowita przygoda ;> krotka... ale warta ciągłego wspominania o niej - bez opcji znudzenia się nią.

Któregoś razu, kolega ze swoim bratem zapukali do drzwi mieszkania StaregoBarta, który na wizytę był  przygotowany... i otworzył im bez ociągania się. Bez "zbędnego" zapoznawania się, brat kolegi powiedział do StaregoBarta: "Cześć, mam fajną grę, ale Ci nie dam" Rozumiecie...!!!!???!??  "Cześć, mam fajną grę, ale Ci nie dam"... "Cześć, mam fajną grę, ale Ci nie dam"... Do powitania wyciągnął swoją rękę, ale zrobił to jakoś tak... strasznie dziwnie... wywinął ją pod takim kątem, że trudno słowami to opisać...

Stary Bart zastanowił się na spokojnie nad tym - jakże oryginalnym powitaniem, ale bardziej zastanawiało go, jaką to "fajną grę" ma ten nowo poznany jegomość... (gdyż Bart jest graczem komputerowym... i nie interesowała go osoba... tylko gra!)  Okazało się, że tą grą jest Corridor 7: Alien Invasion.


...

Taaak...

...Corridor 7... było rzeczywiście ""fajną grą"" ale już nie dla nas...  Ogólnie sama osoba Brata Kolegi  wydała nam się karykaturalna i dosyć osobliwa... i dlatego został on przez nas nazwany, uważajcie... Emil Put. I tak do tej pory, ten człowiek jest określany przez nas jako Emil Put... Emil... Put! - czysta finezja jest w tym określeniu.  



Jak sami możecie się domyślić, ta znajomość nie trwała długo.  Kolega StaregoWujka wyczuł, że jest coś nie tak z jego bratem "Emilem". W tym momencie wydaje nam się, że... skruszył się dla niego pomnik jego brata - jako postaci posągowej... Kolega zaczął nam opowiadać różne rzeczy z życia Emila, tym samym chcąc zmyć wstyd jakim się okrył zapoznając go z nami. Powiedział nam między innymi. "On... nie otwiera okna kiedy dyskietki leżą nie schowane w biurku, bo boi się, żeby się nie zawirusowały"...  I niech ta jedna informacja Wam starczy... jakimże dziwadłem był ten Emil Put...??!?...  a podobnych informacji uzyskaliśmy wiele, ale przez skromność ich nie przytaczamy.

"Cześć, mam fajną grę, ale Ci nie dam"



Taka to wyglądało! :)